Edvard Munch – sztuka i biografia – wielki artysta

Wielki artysta - kordian lewandowski

Inni znani: Kordian Lewandowski jest absolwentem Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku, Katedra Intermedialna. Dyplom uzyskał w 2008. W środowisku młodych trójmiejskich artystów jest postacią wyjątkową. Po pierwsze dlatego, że z naturalną łatwością odnajduje się we wszystkich dziedzinach sztuki: w jego portfolio znajdziemy prace z zakresu rzeźby, rysunku, malarstwa, performance’u, fotografii czy filmu. Po drugie, niemal wszystkie dokonania tego artysty cechują się nietuzinkową estetyką i precyzją wykonania. Kordian Lewandowski, mówiąc o swojej twórczości często używa pojęcia „Epigon”, nakreślając w ten sposób i siebie i swoją sztukę.

Urodzony 12 grudnia 1863 roku w Løten. Jeden z najwybitniejszych norweskich malarzy i grafików. Wielki twórca i główny prekursor ekspresjonizmu.

,,Bez śmierci i cierpienia sztuka moja byłaby jak okręt bez steru’’

Artysta już od urodzenia musiał zmagać się ze stratą bliskich. Matka Muncha, Laura Bjølsen, 21 lat młodsza od męża, urodziła pięcioro dzieci w ciągu siedmiu lat i umarła niedługo potem na gruźlicę. Pozostawiła po sobie długi i wyczerpujący list pożegnalny, który potem dzieciom często odczytywał ojciec. Kilka lat później zmarła ukochana siostra Muncha, Joanne Sophie. Ojciec i ciotka od małego wpajali mu do głowy, że jeśli dochowa wiary, będzie mógł znowu spotkać się z matką i siostrą w niebie. Dlatego Edvarda tak często dręczyły wyobrażenia śmierci i życia w zaświatach. Niespodziewane wydarzenia były ogromną tragedią dla artysty. Edvard musiał samodzielnie skonfrontować się ze stratą. Śmierć wpłynęła na rozwój zarówno artystyczny jak i duchowy malarza, co jest widoczne w jego twórczości. Jego obrazy przedstawiają głównie lęk, przygnębienie, także fatalizm płci i uczucie samotności.

W młodości Edvard miał studiować inżynierię, jednak niedługo potem okazało się, że nie jest to jego powołaniem. Naukę malarstwa i rysunku rozpoczął początkowo w Kristianii, teraźniejszym Oslo. Już wtedy wielu krytyków zaciekawiło się jego awangardowym traktowaniem koloru i wulgarnością tematyki. Następnie studiował przez trzy lata w Paryżu, gdzie uległ wpływom postimpresjonizmu. Po powrocie z Francji wystawił swoje dzieła w Kristianii, którymi zainteresował się niemiecki malarz Adelsteen Normann. Niedługo potem Munch dostał od niego zaproszenie do Berlina, gdzie wywołał swoimi obrazami skandal artystyczny. Tam zaznajomił się także z cyganerią. Przyjaźnił się ze Stanisławem Przybyszewskim, jego żoną, Augustem Strindbergiem i innymi artystami. Kariera Edvarda Muncha zaczęła nabierać rozpędu. W tym okresie związał się z Milly Thaulow. Niestety po sześciu latach romansu doszło do zerwania spowodowanego niewiernością Milly. Jednak uczucia związane z ich relacją, między innymi zazdrość, melancholia i nastroje erotyzmu, na zawsze pozostały w jego głowie. Skutkiem tego zaczęły być problemy z alkoholizmem i zaburzeniami nerwowymi. Dlatego coraz częściej w kompozycjach Edvarda widoczna była ekspresyjność. Interesowała go postać człowieka. Przykładem tego jest obraz,,Krzyk’’, gdzie w wyrażaniu emocji uczestniczy cała natura.

Zazdrość, samotność, choroba, zmysłowość – to tematy, które najczęściej podejmował artysta. Potrafił zaglądać w głąb swojej duszy i przekładać na płótno własne emocje. Malował obrazy niezwykle idywidualne. Munch kierował się zawsze swoimi przeżyciami i doświadczeniem, jego twórczość na zawsze pozostała wyjątkowa. W końcowych latach swojego życia zapadł na chorobę oczu, przez co nie mógł kontynuować prac. 14 lat później zmarł pozostawiając po sobie liczne dzieła, co pozwoliło na otwarcie w Oslo Muzeum Muncha. Tam możemy podziwiać obrazy artysty, który zgłębiał tajemnice swojego istnienia i wyrażał je poprzez malarstwo.

Bezpodstawna krytyka Tarantino, czyli dlaczego należy odróżniać artystę od jego dzieła?

„Pewnego razu w Hollywood”, dziewiąty film w karierze Quentina Tarantino, ma w mediach nie najlepszą prasę, bo jego premierze towarzyszyły zaskakująco liczne kontrowersje. Choć krytycy są w dużej mierze zgodni co do wysokiej jakości tego obrazu, przypadkiem naruszył on kilka kwestii społecznych, których problematyka zdaje się wychodzić na światło dzienne dopiero teraz. Nie jest to oczywiście pierwsza taka sytuacja, bowiem przy premierze „Django” reżyser Spike Lee zarzucił Quentinowi całkowicie bezpodstawny rasizm, ale tym razem krytyka rozlega się znacznie głośniej i nadchodzi z wielu różnych środowisk; w żadnym wypadku nie można jej nazwać głosem jednej, szczególnie przewrażliwionej osoby. Osoba z rodziny Bruce’a Lee zarzuciła Tarantino, że przedstawił on legendarnego aktora-wojownika w sposób jawnie oczerniający, lekkomyślny i bez poszanowania dla zasad, którymi kierował się on w życiu. Właściwym echem odbiły się jednak oskarżenia nie tyle o seksizm, co fetyszyzowanie przemocy wobec kobiet i insynuowanie, jakoby reżyser spełniał na ekranie jakieś swoje fantazje. Czy te zarzuty są słuszne?

Aby udzielić jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, należy się posiłkować jeszcze kilkoma istotnymi pytaniami. Jakim celom powinno służyć kino? Wydaje się, że powinno obrazować historie, które nie mają racji bytu w rzeczywistości lub przynajmniej nie powinny mieć. Widz musi się przy filmie dobrze bawić, a jeśli wyciągnie w trakcie seansu jakieś wartościowe wnioski, to tym lepiej świadczy o oglądanym obrazie. Insynuacje, jakoby osobiste pragnienia i fetysze reżysera przekładały się w jakimkolwiek stopniu na jego produkcję, jawnie odbierają filmowi tożsamość i prawo do określania go mianem czegoś w rodzaju samodzielnego bytu. Staje się on czymś w rodzaju audiowizualnej wizytówki, na podstawie której można wyciągać wnioski na temat osób biorących udział przy jej produkcji.

Należy jasno przyznać, że to bardzo niebezpieczny stan rzeczy. Było w historii kinematografii kilka znakomitych filmów poruszających wątki skrajnie kontrowersyjne i patologiczne – ciekawym przykładem jest tutaj „Więzień nienawiści” Tony’ego Kaye. Film ten w szerokim stopniu przedstawiał realia środowiska neonazistowskiego, a także skruszenie i odnowę moralną jednego z nich. Biorąc pod uwagę dzisiejsze standardy krytyki kulturalnej, bardzo prawdopodobnym jest, że Tony Kaye zostałby określony osobą sprzyjającą neonazistom lub przynajmniej gorliwym radykałem. Sytuacja, w której reżyser musi brać pod uwagę, czy kogoś swoim filmem nie urazi albo czy wśród aktorów z obsady jest wystarczająca różnorodność rasowa, wytrąca kinematografii z rąk jej najpoważniejszy atut. Filmy nie będą już poruszać czy skłaniać do refleksji, nie będą pozwalały widzowi samodzielnie odróżniać dobra od zła. Każda produkcja stanie się czymś w rodzaju manifestu ideologicznego i jeśli nie będzie spełniać jego warunków, będzie się z niej szydzić od prawa do lewa.

Odpowiadając więc finalnie na pytanie: nie, zarzuty wobec Tarantino nie są słuszne. To nie tylko oburzające, ale i w pewnym sensie przerażające, że na podstawie dzieła wyciąga się wnioski na temat twórcy.